poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział I

Lilith, kochana… Chodź do mnie najdroższa… No chodź…
Dziewczyna gwałtownie rozchyliła powieki. Rozejrzała się. Upewniwszy się, że nikogo w pobliżu nie ma, rozciągnęła się na łóżku niczym kot i poczęła wpatrywać się w sufit.
No tak. Nawiedzał ją od miesiąca. Nigdy się nie ukazał, zawsze tylko szeptał przeraźliwie syczącym głosem, od którego ciarki przechodziły po plecach. Zwykle zwracał się do niej w snach i kusił ze starodawnym akcentem. Mówił, żeby za nim poszła. A ona nawet nie wiedziała czym, lub kim, jest ów mężczyzna.
Wyglądało to tak, jakby się na nią uwziął. Tylko dlaczego?
Tego nie wiedziała, a niewiedza często bywa przerażająca.
Rebecca myślała o tym jeszcze przez chwilę, po czym leniwie podniosła się łóżka i powłócząc nogami przeszła do kuchni. Została tam swoją straszą siostrę – Agnes. Dziewczyny nie były do siebie ani trochę podobne. Młodsza była brązowooka, miała dość ciemną skórę i czarne włosy, a starsza była wysoką blondynką, którą cechowały piękne zielone oczy. Rebecca często żałowała, że to nie ona odziedziczyła urodę po matce. Lecz i ona nie była brzydka. Była ładna, ale na swój sposób.
- Cześć brzdącu – rzekła Agnes spoglądając na siostrę spod grzywki.
- Ile razy mam ci jeszcze powtarzać, że…
- Spokojnie, nie denerwuj się – uspokajała blondynka z uśmiechem. – Coś ty taka zmierzła? – spytała tym swoim żartobliwym tonem.
Brunetka rzuciła dziewczynie wściekłe spojrzenie i skupiła się na prostej czynności, którą było nalewanie mleka do szklanki. W tym samym czasie do kuchni wszedł pan domu.
- Dzień dobry dziewczynki – rzekł i ucałował uśmiechniętą Agnes w czubek głowy. Kiedy spróbował zrobić to samo drugiej dziewczynie, ta odsunęła się. – Hej, co to za humory?
Rebecca milczała.
- Coś ją dzisiaj  ugryzło – stwierdziła blondynka.
- Właśnie widzę – przytaknął ojciec. – Może zechciałabyś powiedzieć nam co sprawiło, że moja wesoła córka nagle ma muchy w nosie?
Udała, że nie słyszała pytania.
- Rebecca?
- Źle spałam – rzuciła sucho.
Agnes i jej tata spojrzeli po sobie. Blondynka, która tak dobrze znała swoją siostrę, dała ojcu znak, by nie drążył tematu.
- No dobrze, to ja pójdę się jeszcze na chwilkę położyć, a córki zrobią mi śniadanie.
No tak. Córki zrobią mi śniadanie – ten tekst padał co tydzień. Dziewczyny wiedziały, że nie warto się spierać.
- Zrobię herbatę – rzekła Rebecca.
- Hej, to nie fair. Ty zawsze tylko robisz herbatę – buntowała się blondynka.
Rebecca słysząc to uśmiechnęła się i zaczerpnęła duży łyk mleka. Rozbawiona Agnes pokazała jej język.
 
***
 
Beatrice wyglądała przez okno na plac. Lubiła przesiadywać godzinami na parapecie i przypatrywać się przechodniom. Więcej. Uwielbiała to robić. To było doskonałe zajęcie, które pomagało jej choć na chwilę zapomnieć o tym, kim była.
Właściwie żaden postronny obserwator nie mógł powiedzieć o niej nic złego. Wyglądała jak przeciętna dziewczyna. Przepraszam, nie dziewczyna, młoda kobieta. W końcu ukończyła osiemnaście lat, co już zdawało się wywoływać większy szacunek u ludzi. Jednak w głębi serca nadal była małą dziewczynką, która nie zawsze dawała sobie radę z problemami, którymi obdarzyło ją życie.
Na szczęście los chciał, żeby spotkała Michaela. Był dla niej podporą w trudnych chwilach. Kochała go jak brata, a on ją niczym młodszą siostrzyczkę.
W pewnym momencie siedząca na parapecie Beatrice dostrzegła dziecko. Małą dziewczynkę. Wyglądała ona uroczo, strzepując piach z drobnych rączek. Obserwatorka uśmiechnęła się na jej widok. Jednak podświadomie czyhała na najmniejszy błąd bezbronnej istoty. Dziecko mogło przecież wejść w ten ciemny zaułek, który mieścił się w luce pomiędzy ścianami dwóch bloków. Tak z czystej ciekawości. Wystarczy, że dziewczynka wejdzie w ślepą uliczkę i…
Dziewczyna otrząsnęła się i starała skupić uwagę na przejeżdżających pojazdach. Jednak pokusa była ogromna. Wiedziała, że nie może ponownie kogoś skrzywdzić, lecz rozwinięty u niej instynkt drapieżcy silnie dawał się we znaki.
Serce poczęło jej bić trochę szybciej. Poczuła specyficzne mrowienie w żołądku, które zawsze objawiało się w takich sytuacjach.
Nie Beatrice, nie możesz tego zrobić.
Dziewczyna chcąc złagodzić chęć haniebnego czynu powoli zsunęła się z parapetu na zimną podłogę. Wbrew sobie po raz kolejny wyjrzała przez okno.
Właśnie wtedy dziecko popełniło największy błąd swojego życia. Błąd, który miał być tym ostatnim. Dziewczynka zapuściła się tam, gdzie nie powinna była wchodzić. Akurat teraz, kiedy zło właśnie na to czekało.
Oczy Beatrice rozbłysły czerwienią.
 
***
 
Adam przyglądał się siostrze w milczeniu. Zastanawiał się nad tym, ile takie dziecko rozumie. Niektórzy twierdzą, że dzieci wiedzą o niebo więcej niż nam się wydaje. Adam właśnie do takich ludzi należał. Szanował wiedzę młodszych i to, jak postrzegają świat. Psychika ludzka bardzo go ciekawiła. Lubił rozmawiać z różnymi osobami z poszczególnych grup społeczeństwa. To dawało mu natchnienie do życia.
Młody filozof, jak nazywał go ojciec.
W chwilach takich jak ta, chłopak zwykł zapominać o otaczającym go świecie. Gdy ocknął się z zadumy spostrzegł, iż stracił siostrę z oczu. Nie przejął się tym zbytnio, gdyż dziewczynka często zapuszczała się różne zakamarki. W ten sposób poznawała świat, więc pozwalał jej na to.
Adam spojrzał na zegarek. Z ustawienia wskazówek wywnioskował, że za kilkanaście minut z jego komórki odezwie się kobiecy głos pytający, gdzie są. Zbliżała się pora lunchu.
Chłopak leniwie podniósł się z ławki i począł wzrokiem szukać miejsca, gdzie też mogła udać się jego młodsza siostrzyczka. Po chwili zrezygnował z tej metody, gdyż nagle wydała mu się bezskuteczna. Przeszedł więc niespiesznie wokół starego placu zabaw nadal rozglądając się za dziewczynką.
- Rose?
Cisza.
- Rose, gdzie jesteś?!  
Znów żadnego znaku życia. Adam zaczął się niepokoić.
Gdzież ona mogła się podziać?
 
***
 
- Jill?
Cisza.
- Jill?
Dziewczyna w końcu oderwała wzrok od książki.
- Tak?
Widząc nieprzytomny wyraz twarzy rozmówczyni, chłopak wzniósł oczy ku niebu.
- Chciałem się od ciebie dowiedzieć gdzie jest twój brat.
- Pewnie na górze – odparła obojętnie, znów zanurzając się w fantastycznym świecie opisywanym w czytanej przez nią książce.
- Dzięki – mruknął Michael.
Mike nie przepadał za wizytami u Goldman’ów. Zawsze panował tu harmider. Radio prawdopodobnie nigdy nie cichło, telewizor robił swoje, a z pokoi dzieci dobiegały irytujące dźwięki gier komputerowych. W dodatku domownicy mieli w zwyczaju głośno rozmawiać. Chociaż, kto wie, może robili to, gdyż inaczej nie słyszeliby siebie nawzajem?
Chłopak prawie bezgłośnie wbiegł po schodach i przeszedł korytarzem pod drzwi najstarszego chłopca. Były zamknięte, więc zapukał donośnie. Nikt się nie odzywał. Zapukał ponownie. W końcu, nie mając już nadziei na zaproszenie do pomieszczenia, nacisnął klamkę.
No tak. Joe siedział przed komputerem i oczywiście nie usłyszał pukania, gdyż w uszach miał słuchawki. Muzyka leciała tak głośno, że nawet stojący w progu Michael ją słyszał.
Mike westchnął i poszedł do biurka. Nic nie mówiąc rzucił plik kartek na klawiaturę. Joe aż podskoczył, zaskoczony czyjąś obecnością. Speszony ściągnął słuchawki i przywitał się.
- Hej.
Stojący spojrzał na przesyłkę.
- Olivia kazała ci to przekazać – rzekł bez wstępów.
- O, dzięki – wymamrotał chłopak.
Ten kiwnął głową i wyszedł bez słowa pożegnania.
 
Po pół godzinie jazdy Michael podjechał pod stary oblazły z farby blok. Nie było to jego wymarzone miejsce do życia, jednak i tak stale je zmieniał. Nie mógł osiedlić się na stałe. Nigdzie nie czuł się bezpieczny.
Mike, wbiegłszy po sędziwych schodach na drugie piętro, otworzył drzwi i wpadł do niewielkiego mieszkania, które dzielił z przyjaciółką. Niedbale zrzucił torbę z ramienia na wytarty dywanik i przekręcił klucz w drzwiach.
- Cześć B! – krzyknął niebyt donośnie i czekał na odpowiedź. Jednak nikt się nie odezwał.
Chłopak zaniepokoił się nieco. Podszedł do drzwi łazienki, lecz te były otwarte. Następnie skierował się w stronę pokoju przyjaciółki. Czyżby gdzieś poszła? Nie. Ona prawie nigdy nie wychodzi sama, a tym bardziej bez uprzedzenia. Poza tym drzwi wejściowe były otwarte.
Nie chcąc naruszać prywatności dziewczyny, Michael zapukał do drzwi jej pokoju.
- Beatrice?
Cisza.
Mike zastanowił się, czy dziewczyna może jeszcze spać. Nie. To byłoby do niej niepodobne.
W końcu nacisnął klamkę. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszystko było w normie. Brakowało tylko mieszkanki pokoju. Michael przyjrzał się szczegółom jeszcze raz. Pościelone łóżko, otwarte okno, ulubiona torebka zawieszona na drzwiach szafy…
Zaraz, zaraz. Otwarte okno?
Chłopak podszedł pospiesznie do miejsca, w którym uwielbiała przesiadać Beatrice. Mike często przyglądał się dziewczynie przez uchylone drzwi. Kochał ten jej zadumany wyraz twarzy, kiedy przesiadywała na parapecie. Jednak gdy czasem widział w jej z pozoru wesołych oczach żal i ten okropny smutek, aż bolało go serce. Wiedział, że nijak może jej pomóc. I to chyba najbardziej go bolało.
Wyjrzał przez okno. Jego zmartwioną twarz owiał chłodny wiatr.
Z tego miejsca doskonale było widać przystanek, odnowiony plac zabaw dla dzieci, liczne zakamarki i, gdzieś tam w oddali, potężny budynek szkoły. Czasami Michael zastanawiał się, czy to właśnie nie z powodu tych urozmaiconych widoków Beatrice wybrała ten pokój.
Chłopak utkwił wzrok w jednej z owych ciemnych uliczek. Dzisiaj wydawała mu się podejrzanie cicha i wyjątkowo mroczna. Z powodu niskiego położenia słońca nie docierało tam wiele światła, więc Mike nie dostrzegł szczegółów. Jednak coś mówiło mu, że to właśnie tam udała się jego przyjaciółka.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2.  2016 11:54

    Demonicznie...Pełen napięcia początek znakomicie rozwiązałaś na sielskiej rodzinnej scenie. Mimo pozornej błahości przedstawionych dalej wątków, nie pozwalasz nam zapomnieć o napięciu i tajemnicy, które zasugerowałaś na wstępie. Postawiłaś sobie bardzo trudne zadanie prowadzenia wielu historii naraz. Widzę silne inspiracje "Rajem utraconym" Miltona. Mam nadzieję, że nie zabraknie Ci natchnienia i wytrwałości, by powiązać losy bohaterów w jedną krwawą, gotycką powieść.

    OdpowiedzUsuń