Kiedy siostry wróciły do domu, słońce powoli chyliło się już ku zachodowi. Dziewczyny zasiadły z rodzicami do posiłku. Kiedy ich żołądki były już pełne, rozeszły się do swoich pokoi, by chociaż od czasu do czasu zasmakować samotności.
Rebecca powitała swoją sypialnię uśmiechem. Po całym dniu chodzenia, jej największym marzeniem było rzucenie się na łóżko. Tak też zrobiła, a materac odezwał się cichym skrzypnięciem. Czasami, kiedy dziewczyna była jeszcze mała, wyobrażała sobie, że wszystkie przedmioty mają dusze i rozmawiają z nią za pomocą takich właśnie odgłosów. Teraz też zdarzało jej się puszczać wodzę fantazji i wsłuchiwać w mowę martwej natury.
W pomieszczeniu wszystko wyglądało przeciętnie. Jednak do niektórych drobiazgów siedemnastolatka była przywiązana. Do takich rzeczy zaliczało się między innymi małe lusterko w pluszowej ramce koloru różowego. Dostała je od mamy, kiedy była jeszcze maluchem. W dzieciństwie zwykła przebierać się za księżniczkę, a ów przedmiot zawsze przejmował rolę królewskiego zwierciadła.
Na wspomnienie słodkich chwil z przeszłości uśmiech sam wlewał się dziewczynie na twarz.
No właśnie – lustro, pomyślała Rebecca powoli podnosząc się z posłania. Przeszła kilka kroków w stronę ściany obklejonej przeróżnymi plakatami. W centrum tych ozdób wisiało spore lustro. To jednak nie było zaopatrzone w futerko i rączkę. Było nieco bardziej nowoczesne i z pewnej odległości obejmowało całą postać dziewczyny. Przyjrzała się sobie.
Właściwie nie można było powiedzieć, że jest brzydka. Miała ładnie ukształtowaną sylwetkę i długie nogi. Twarz nastolatki miała owalny kształt, a na jej środku mieścił się niewielki nosek. Oczy miała duże, niepodobne do żadnego członka rodziny. To ją wyróżniało. Inna była też jej karnacja. Brunetka miała ciemniejszą skórę niż rodzice. Czasami zastanawiała się nad tym, skąd u niej taka uroda. Oczywiście nie przeoczyła okazji, by zapytać o to rodziców. Wtedy ojciec wytłumaczył jej, że dziadek miał podobne cechy wyglądu i że to po nim odziedziczyła te geny. To zdawało się wszystko wyjaśniać.
Wpatrująca się w swoje odbicie Rebecca nie zauważyła, jak ciemno zrobiło się w jej pokoju. Owa cicha i odrobinę mroczna atmosfera przypomniała dziewczynie o głosie nawiedzającym ją w snach. Spróbowała sobie wyobrazić, jak mógłby wyglądać posiadacz tego uwodzicielskiego basu. Przymknęła oczy, chcąc pomóc fantazji. Charakteryzacja wyimaginowanego mężczyzny przyszła jej niezwykle łatwo. Kiedy wyobrażenie męskiej postaci pojawiło się w jej umyśle, niemal poczuła chłodny oddech na karku. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy to odczucie nie jest przypadkiem prawdziwym doznaniem jej zmysłów. Powoli rozchyliła powieki. Lecz nie spodziewała się tego, co zobaczyła.
W wiszącym przed nią lustrze rysowała się niewyraźna postać mężczyzny, który jeszcze chwilę wcześniej był tylko jej wyobrażeniem. Istota o gęstych ciemnych włosach i oliwkowej karnacji biła pewnego rodzaju przyciąganiem. Nagi tors zdawał się błyszczeć w półmroku, a jedynym przejawem współczesności w owej boskiej postaci były ciemne jeansy. Niebiańskiej urody mężczyzna patrzył na nią z mieszanymi uczuciami.
Dziewczynie zaparło dech w piersiach. Co robić? Krzyczeć? Stać? Uciekać? Zamiast zdecydować się a jedną z tych możliwości, zdumiona zamrugała dwukrotnie. Spodziewając się ponownego ujrzenia nieznajomego, odetchnęła z ulgą nie mogąc dojrzeć w pobliżu mężczyzny.
Nerwowo przeczesując włosy palcami, powtórzyła w pamięci całe zdarzenie. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Ale postanowiła jedno.
Musi powiedzieć o tym wszystkim siostrze.
***
Po przestudiowaniu całego otrzymanego materiału Joseph przetarł zmęczone oczy kciukiem i palcem wskazującym.
W sumie nie zrozumiał wiele z tych kilku stron tekstu. Nie lubił czytać. Nigdy nie sprawiało mu to większej przyjemności – wolał obejrzeć dobry film i zjeść paczkę chipsów. A teraz szczególnie nie potrafił przyswoić sobie żadnej wiedzy.
Wstał, rzucił na biurko plik kartek, po czym podszedł do łóżka i rozciągnął się na nim jak długi. Zamknął oczy i usiłował choć na chwilę o niczym nie myśleć.
Po chwili odpoczynku przystąpił do ponownego męczenia swych źrenic. Z zapałem charakterystycznym dla nastolatków wsadził do uszu słuchawki i włączył komputer. Po zalogowaniu automatycznie otworzył okno przeglądarki i głupawym wzrokiem począł wpatrywać się w napis Google.
Właściwie nie wiedział, po co znowu usiadł przed komputerem. Od jakiegoś czasu chłopak sam zaczął podejrzewać się o uzależnienie. Jednak to nie przeszkadzało mu w czerpaniu radości z serfowania po Internecie.
Dopiero wibracje telefonu wyrwały chłopaka z transu.
***
Zielonooka dziewczyna siedziała zwinięta w kłębek. Zajmując swój ulubiony fotel opatulała się kocem i zamyślona wpatrywała w podłogę.
Michael przyglądał się temu obrazkowi przez chwilę, po czym niepewnie przebył dzieląca ich odległość i podał przyjaciółce kubek gorącej herbaty. Zdziwiona jego widokiem dziewczyna zamrugała, po czym odebrała napój i podziękowała uśmiechem. Chłopak odwzajemnił gest i klapnął na stojącą obok kanapę.
Miał niemałą ochotę na szczerą wymianę zdań, nie wiedział jednak jak zacząć rozmowę.
- Boję się, Mike – wyręczyła go dziewczyna, trzymając przy ustach kubek z nietkniętą herbatą.
Michael spojrzał na nią pytająco.
- Coraz trudniej mi nad tym zapanować. – rzekła, a lekko speszony tematem rozmówca odwrócił wzrok. Brunetka pociągnęła łyk gorącego napoju i kontynuowała: – Boję się, że za którymś razem… – ucięła, jak gdyby słowa, które miały paść, sprawiały jej ból. – mogę zrobić ci krzywdę.
Przyjaciele spojrzeli sobie w oczy i bezgłośnie wymienili słowa zrozumienia. Zapadła długa chwila ciszy.
- Obiecaj mi, że jeśli kiedyś nie będę mogła się oderwać, nie bacząc na nic zmusisz mnie, bym przestała – odezwała się w końcu zielonooka. – Obiecaj – powtórzyła.
Lecz chłopak spojrzał tylko na nią, bojąc się wypowiedzieć to jedno słowo. Beatrice wiedziała, że Michael oddałby za nią życie i to chyba najbardziej ją martwiło. Nie chciała narażać go na niebezpieczeństwo, choć w jej towarzystwie nie było to możliwe.
- Mike, obiecaj! – powiedziała niemal płaczliwym tonem. – To wszystko i tak jest dla mnie trudne, a ty jeszcze to pogarszasz!
Jej słowa wywołały ból w sercu przyjaciela, który teraz rozważał trudną decyzję. Nie chciał niczego jej obiecywać, bo kochał ją jak własną siostrę i w każdy możliwy sposób pragnął jej pomóc, a ta wymagała, żeby wyrzekł się i tego.
Michael powoli podniósł się z siedzenia i podszedł do zajętego przez przyjaciółkę fotela. Przykucnął przed nią, odstawił kubek i biorąc w ręce jej dłonie zmusił do nawiązania kontaktu wzrokowego.
- Beatrice, nie mogę tego zrobić – rzekł spokojnie, patrząc w jej smutne oczy. – Wiesz, że dla ciebie mogę wszystko, a chyba masz świadomość tego, że w niektórych sytuacjach to jest jedyny sposób, by ci pomóc.
Dziewczyna trwała w bezruchu i przyglądała się przyjacielowi. Miał rację. Nie mógł zrobić nic innego, kiedy demon przejmował kontrolę. Mógł tylko zahamować jego działanie poprzez udzielenie krwi osoby chronionej – swojej krwi. A ona nie chciała przyjąć jego pomocy.
Wiedziała, że go rani.
- Zrozum – powiedział błagalnie.
Dziewczyna wypuściła gromadzące się pod powiekami łzy, które pospiesznie ześlizgnęły się w dół aż do jej brody.
- Dobrze – odparła i pozwoliła, by pocieszony jej wypowiedzią chłopak wytarł spływające po twarzy słone stróżki.
Witaj ! Ja wiem, że dawno mnie nie było i bardzo za to przepraszam, ale wracam już na dobre . Czytałam Twojego bloga jeszcze na Onecie i z ogromną radością odnalazłam Cię tu . Mam nadzieję, że kontynuujesz opowiadanie, więc z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział . Można prosić o info, kiedy się pojawi ? Serdecznie pozdrawiam, weny ! ;)
OdpowiedzUsuń[ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]