poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział II

Rodzinne śniadanie było dość głośne. Zawsze takie było. Wszyscy śmiali się i rozmawiali. Niewielka familia składająca się z ojca, matki i dwóch nastolatek potrafiła narobić zamieszania. Ale takie spędzanie dni wolnych stało się już tradycją.
Po posiłku Rebecca i Agnes wybrały się na całodniowe włóczenie się po mieście. To było jedno z ich ulubionych wspólnych zajęć. Potrafiły cały dzień chodzić i rozmawiać. Jednak najchętniej przesiadywały w jakiejś kawiarence i pozwalały, by z ich ust wylały się tysiące słów. Dzięki temu bardzo dobrze się znały i mogły ufać sobie nawzajem.
Jak przystało na nastolatki, dziewczyny kochały plotkować. Rozmawiały o tym, kto z kim się spotyka, kto z kim zadaje. Mówiąc po krótce – zachowywały się jak przyjaciółki.
Wbrew pozorom Rebecca była wrażliwą osobą. Wszyscy mówili, że jest bardzo otwarta i towarzyska. Taka też była. Nie przepadała za samotnością, lubiła przebywać w gronie znajomych. Lecz nikomu nie ufała tak bardzo jak swej siostrze, Agnes. Zawsze jej się zwierzała i to jej powierzała sekrety.
Podobnie było z blondynką. Kochała tego małego brzdąca, przy którym się wychowała. Z wyglądu nie były do siebie podobne, lecz ich charaktery doskonale się uzupełniały. Agnes była dość gadatliwa i bardzo towarzyska. Podobnie było z jej siostrą. Jednak Rebecca była trochę bardziej skryta. Lubiła mówić Agnes o swoich problemach, a ta umiała cierpliwie jej słuchać. Pasowały do siebie jak ulał.
Pomimo ogromnego zaufania i chęci uzyskania porady od siostry, Rebecca nie powiedziała Agnes o głosie prześladującym ją w snach. Bała się. Po raz pierwszy bała się powiedzieć o czymś siostrze. A może to nie był strach? Może to była po prostu obawa o to, że ukochana osoba jej nie zrozumie?
Brunetka często zastanawiała się nad tym, czy nie powierzyć sekretu siostrze. W miarę, jak już przygotowywała w myślach swą wypowiedź na ten temat, strach w niej narastał. Kiedy czasami otwierała usta, by z ulgą opowiedzieć o swych obawach Agnes, szybko się rozmyślała.
Co mogło być tak dziwne, że bała się o tym powiedzieć własnej siostrze?
 
***
 
Drzwi mieszkania otwarły się z hukiem.
- Adam? – odezwał się kobiecy głos.
Zdyszany chłopak stanął w progu kuchni.
- Nie wiem gdzie jest Rose.
Kobieta zajęta dotąd przygotowywaniem obiadu przeniosła wzrok z pieca na syna. W oczach matki Adam dostrzegł strach.
- Jak to nie wiesz? Miałeś jej pilnować!
- Pilnowałem, ale zniknęła mi z oczu – tłumaczył się.
- Szukałeś jej?
- Tak. Wszędzie.
Stojąca przy garnkach spojrzała na syna z wyrzutem.
- Jak mogłeś zgubić…
- Mamo, nie ma sensu się spierać – przerwał jej chłopak. – Musimy ją znaleźć.
Matka kiwnęła głową, wyłączyła piec, zabrała kurtkę i wraz z synem wybiegła z mieszkania. Bez słowa dotarli do miejsca, gdzie ostatnio bawiła się dziewczynka.
- Była tu. Obserwowałem ją, kiedy ta gdzieś mi zniknęła – tłumaczył Adam, starając się nie okazywać przerażenia.
- Idź w stronę szkoły. Ja sprawdzę sklepy i najbliższe domy jej koleżanek – nakazała kobieta. – Masz telefon?
Chłopak przytaknął.
- Dobrze. Dzwoń jeśli czegoś się dowiesz.
Syn i matka odeszli w swoje strony, wtapiając się w tłum przechodniów. W takich sytuacjach obawy narastały z każdą chwilą. Na myśl nasuwały się liczne pytania: Gdzie jest Rose? Czy coś jej się stało? Może ktoś ją porwał?
Adamowi serce nerwowo biło o żebra, a sumienie dręczyły wyrzuty.
Dlaczego bardziej na nią nie uważał?
 
***
 
Kierowany instynktem Michael stanął twarzą do ciemnej uliczki. Teraz się wahał. Wiedział co może za chwilę zobaczyć. A zdecydowanie nie chciał tego widzieć.
Chłopak wziął głęboki oddech i powoli wszedł w zacienioną lukę między budynkami. Musiał chwilę odczekać, aż oczy przyzwyczają się do półmroku. Kiedy tak się stało, stanął na środku uliczki i rozejrzał się. Po chwili do jego nozdrzy dotarła nieprzyjemna woń. Kierując się węchem doszedł do rogu budynku. Skręcił w prawo, a zapach nasilił się nieco. Po przejściu kilkudziesięciu metrów, przy ścianie oszpeconej malunkami ze sprayu, Mike dostrzegł to, co obawiał się zobaczyć. Podszedł bliżej, by upewnić się, czy ma rację.
Nie mylił się. Przed sobą zobaczył ciało dziecka – małej dziewczynki. To był przerażający widok. Istotka miała bladą skórę, szeroko otwarte oczy i świeże rany. Mike pochylił się i, odgarnąwszy jasne włosy z jej szyi, przyłożył do niej dwa palce. Nie wyczuł tętna.
Czując, że oczy zaczynają szczypać go od łez, obrócił dziewczynkę na bok i ułożył ją jak do snu. Wiedział, że nie ma sensu interweniować. Dziecko straciło już większość krwi. Trzeba było pogodzić się z jej śmiercią.
Widok martwej istoty bardzo nim wstrząsnął. Przed oczami stanął mu obraz jego młodszej siostrzyczki. Jego ukochanej Alice. Gdyby wtedy nie wymknął się z domu pewnie razem z rodzicami i nią zginąłby w pożarze.
Po raz ostatni spojrzał na martwe dziecko. Już miał zamiar odejść, kiedy pod wpływem impulsu narysował dziewczynce krzyżyk na drobnym czole. Znowu poczuł to okropne zimno od jej ciała. Przeszedł go dreszcz.
Wsłuchując się w dźwięk własnych kroków, poszedł śladami krwi. Kiedy dotarł do kolejnego rozwidlenia, stanął. Wsłuchał się w ciszę. Po chwili dotarł do niego dziewczęcy szloch.
- Beatrice?
Płacz ucichł.
- Beatrice to ja.
- Michael? – usłyszał drżący głos dziewczyny.
Chłopak truchtem przebiegł dzielącą ich odległość. Kiedy był już koło niej, przyklęknął.
Dziewczyna wyglądała okropnie. Skulona siedziała opierając się o lodowatą ścianę budynku. Cała była we krwi. Jej brązowe włosy były posklejane i rozczochrane. Na twarzy miała krwawe łzy i pełno zadrapań, najprawdopodobniej spowodowanych przez wyrywające się dziecko. A oczy… te piękne zielone oczy wyrażały tak okropny smutek, że Mike widząc go od razu pożałował, że w ogóle dzisiaj wychodził z domu.
- Wszystko w porządku?
Pokręciła głową. Chłopak odgarnął jej włosy z twarzy.
- Hej?
- Zabiłam ją, Michael – powiedziała nieswoim głosem.
Nie wiedział co odpowiedzieć.
- To nie twoja wina.
- A czyja? – zapytała patrząc mu w oczy po raz pierwszy odkąd ją znalazł. W jej słabym głosie Mike wyczuł nutkę irytacji.
Michael otworzył usta, po czym zamknął je. Beatrice spojrzała na niego wyczekująco.
- Nie twoja – powtórzył.
Odwróciła wzrok. 
Chcąc w jakiś sposób pomóc przyjaciółce, chłopak pochwycił leżące w pobliżu szkło po czym przejechał nim po nadgarstku.
Kiedy Beatrice poczuła zapach świeżej krwi, jej źrenice rozszerzyły się, a tęczówki zabarwiły na czerwono. Chłopak podsunął jej rękę do twarzy.
Zacisnęła powieki.
- Michael, odsuń się.
- To ci pomoże – rzekł stanowczo.
- Odsuń się!
Jednak chłopak nie posłuchał i przycisnął jej ranę do ust.
Wtedy demon zdominował chęć samokontroli i dziewczyna przyssała się do ręki przyjaciela. Jej twarz przybrała mroczny wyraz. Wbiła paznokcie w jego skórę, powodując silniejsze krwawienie. Otwarła czerwone oczy i pustym wzrokiem poczęła wpatrywać się w nicość.
Michael przestraszył się na ten widok. Zdarzyło mu się już dawać jej pić własną krew, lecz jeszcze nie widział jej w takim transie. Z przerażeniem dopuszczał do świadomości myśl, że zło przejmuje coraz większą kontrolę nad Beatrice.
Mike nigdy nie dowiedział się, co w takich sytuacjach przeżywa przyjaciółka. Nie potrafił sobie tego wyobrazić. A głupio było mu pytać – domyślał się, że dla Beatrice nie byłoby to niekomfortowe tłumaczyć mu swych doznań.
Po chwili chłopakowi zaczęło ćmić się przed oczami. Poczuł się słabo, ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Gdyby teraz zaczął się wyrywać pewnie jeszcze pogorszyłby sytuację. Przymknął powieki starając się nie tracić jasności umysłu.
Na szczęście kiedy jej kubki smakowe rozpoznały specyficzną słodycz we krwi od razu się opamiętała. Odepchnęła rękę przyjaciela, zamknęła oczy, przygryzła wargę i objęła się rękami. Dostała silnych drgawek.
Michael złapał się za nadgarstek i starał zatamować krwawienie. Jednak kiedy zobaczył drżącą Beatrice, przestał martwić się o swój stan zdrowia.
- Lepiej się czujesz?
Dziewczyna pokiwała głową nadal nie otwierając oczu. Drgawki ustąpiły.
Michael usiadł koło niej i objął dziewczynę ramieniem. Ta oparła głowę o jego tors i znów się rozpłakała.
- Przepraszam cię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz